dzięki pewnemu wydarzeniu, wychodzimy z cukierkowych i przerysowanych poprzednich dwóch filmów, i wracamy do nieznanego-czyli tego, co było w serialu. Nie rozumiem krytyki, i takiego mocnego przywiązania do jednej z postaci, twórca pokazał tym, ze ma dystans, i nie boi się podjąć pewnych kroków dzięki którym mozna będzie rozwinąć serial. Jedynie brak Samanthy doskwiera, moze wróci... Natomiast mamy powrót do przekleństw, i do śmiesznego humoru. Marudom które zatrzymały się w czasie radzę nie odpalać.
Widzisz, to na końcu był lekki i błyskotliwy serial. Mi jest o tyle przykro, że realizacyjnej wyglada… źle. Dużo przeciągniętych scen, mało dynamizmu jest w tym wszystkim. Seks miał po 25-40 minutowe odcinki, serial się połykało. Nawet filmy miały więcej polotu. Jeszcze nie oceniam, ale liczę na podkręcenie temperatury w przyszłych odcinkach.
Brak Samanthy... Ona właśnie nadawała serialowi komedii i polotu. Ja natomiast nie oczekuję tego samego co wcześniej, i czekam na coś nowego, po to właśnie zrobili reboot. Tez czekam na rozwój wydarzeń. :)
Co do Samantyh... Recasting. To jedyne rozwiązanie. W drugim filmie Samantha wspomniała, że jest zwolenniczką botoxu. Skoro Kim nie chce wrócić do roli, studio powinno jej zapłacić za prywatne lekcje dla nowej aktorki (by nauczyć ja sposobu wyrażania się postaci, jej gestów oraz ekspresji), a także udział w recastingu postaci z jej głosem jako decydującym przy ostatecznym wyborze.
Samantha powróciła by w drugim sezonie z nową twarzą. Miranda zapytałaby się jej czy miała operację twarzy. Samantha by przytaknęła i dalej lecimy utartym schematem. Wilk syty, owca cała.
tez o tym myślałem, dlaczego po prostu nie zrobili re-castingu, ale widocznie chcą poczekać. Mi się wydaje, ze Kim nie chce juz mieć z tą produkcją niz do czynienia.. Zaczęło się dobrze, mam nadzieje, ze wymyślą coś fajnego:-)
Ja też nie chciałbym mieć, ale ewentualna kasa by komuś przekazać pałeczkę, nie powinna jej śmierdzieć. Usatysfakcjonowała by fanów i sama nie miała już by ciągłych pytań o powrót. Uwolniła by się w pełni od ciążącego jej dziedzictwa.
nom, nie byłby to zły pomysł, ale to juz decyzja Kim. Ja uwielbiam Samanthe, najśmieszniejsza postać z serialu. Pozdrawiam Cie
Gdzieś czytałem że Samanta ma wrócić w drugim sezonie. Aktorka zdecydowała się przemyśleć sprawę po śmierci Willie Garson (Stanford)
Nie wyobrażam sobie w roli Samanthy innej aktorki. Kim Catrall to w zasadzie po prostu była Samantha - wystarczyć zobaczyć jej "grę" w innych produkcjach ;) Podstawienie kogoś innego to dopiero by była farsa, większa nawet od tej całej kłótni o sprzedaż książek.
Takie było wytłumaczenie nieobecności Samanthy - Carrie zwolniła ją, bo jej książki się nie sprzedawały, a ta się obraziła i wyprowadziła do Lądka Zdroju
aaa. to nie zajarzyłem ze to o ksiązki poszło, ale jej nieobecność strasznie spłycona została.. Widziałem parę filmów z Kim, manekin, księżniczka na lodzie i całkiem fajnie gra. Polecasz coś z jej udziałem?
Nie, nie przepadam za tą aktorką. Nie widziałam zbyt wielu filmów z jej udziałem. W Autorze Widmo, a nawet w jednym z odcinków Columbo, kiedy była całkiem młodą dziewczyną - grała po prostu Samanthe, ta sama mimika, te same ruchy. Nie mój klimat.
Albo lewo albo prawo. Albo masz Samanthę z twarzą Kim, ale Cattrall absolutnie już się tej roli nie podejmie albo masz Sam z inną twarzą, albo nie masz jej wcale i z tym musisz się pogodzić. Ewentualnie sucha wspominka jej imienia co jakiś odcinek. Sorry, także jest życie.
Nie bardzo rozumiem nieco ofensywny charakter tego wpisu :D Ja nie przepadam za Kim Catrall, ani za Samanthą, jej nieobecność w serialu potraktowałam obojętnie. Fabularne wyjaśnienie nieobecności Sam mnie rozbawiło, ale podstawienie innej aktorki byłoby jeszcze gorszym rozwiązaniem. Jej nieobecność można było wyjaśnić lepiej, inaczej.
Jesteś widzę bardzo przywiązany do koncepcji recastingu, bo wkleiłeś ten sam komentarz pod chyba wszystkimi wątkami na tym forum, ale mnie ten pomysł nie przekonuje.
Zapewniam, że nie tylko dla mnie :D Jakoś nie widzę, by tłumy podchwyciły twój pomysł o recastingu
Samantha mogła przenieść się do Londynu, bo miałaby dość amerykańskich facetów, a nie przyjechałaby na wydarzenie z 2 odc, przez kawarantanne - proste. A to co wymyślili całkiem zmieniło charakter bohaterki.
Dodatkowo brakuje mi podmuchu świeżości jaki niósł serial oryginalnie - mieliśmy historię 4 samotnych, samowystarczalnych kobiet sukcesu po 30. Coś czego nie było wcześniej. Teraz chętnie obejrzałabym kobiety po 50, które np. są w trakcie rozwodu lub po rozwodzie i nie traktują tego jako porażki, które żyją Nowym Yorkiem i dalej randkują, ale w inny sposób. Chciałabym zobaczyć sceny łóżkowe jak w pierwszej wersji serialu, ale z udziałem kobiet 50+, bo tego dużo nie mamy w tv.
Obejrzyjcie nowy zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=y-aN7Sj2bkg , jak dla mnie serial zapowiada się świetnie, nie ma co oceniać po 2 odcinkach..
Zgadzam się, mnie się serial spodobał, bohaterki dojrzały, zmieniły się. Nie wszystkie wróciły, co jest możliwe i realistyczne. Podoba mi się iwzględnienie "przypadłości" obecnych czasów: smartfony, podcasty, uzależnienie od mediów społecznościowych, delikatne może zbyt delikatne nawiązanie do pandemii covid-19.
Szczególnie, że w nie ma w tv zbyt wielu takich produkcji, ale mogłam coś przeoczyć.
Dojrzały? Serio? One nadal są tak samo głupie, jak były. Na takich wzorcach wychowały się dwie generacje kobiet! Teraz jest to o wiele gorsze, bo przecież powinny dorosnąć, a wciąż zachowują się jak niedojrzałe osoby, mając po 60 lat na karku. Która dojrzała kobieta zamiast zadzwonić po pogotowie, gdy jej partner/mąż ma zawał serca i wciąż okazuje znaki życia, będzie go tulić w płynącej spod prysznica wodzie? To nie jest dojrzalość. To wciąż infantylne emocjonalne rozedrganie. Poza tym to zachowanie Mirandy, prawniczki, która zrobiła z siebie dziaderkę już w pierwszym odcinku! A Charlotta dzidzia piernik, mentalnie wciąż w gimnazjum. Są groteskowe, przebrane i sztuczne.
Niektórym podoba się śpiew Zenka Martyniuka i ciężko dyskutować z taką osobą. Podobnie jest w przypadku tej opinii.