J.w. zero charyzmy, cały czas się człowiek tylko zastanawia, jak to możliwe, że to on jest szefem, a nie Stringer. Marlo też
zjada go na śniadanie.
Nie no, miał taką mentalność "ulicznego" gracza i to wystarczało do pewnego momentu. String z kolei za inteligentny był. ;)