Szerokoszczęki przystojniak Rosner zamiast grać superbohatera w kombinezonie robi tu fuchę z blondyneczką Schram wyglądającą jak germańska wersja Poli Raksy (te kanciastosci szczęki i zęby - zbyt toporne jak na Raksę).
Schram to jedyne co ożywia ten film aktorsko, pozostali są poprawni, aż nudni. Nudny jest też świat przedstawiony (że użyję literackiego terminu), taki bogaty i kompletny ten swiat kostiumów, rekwizytów, wnętrz, architektury - że gdy blondyneczka idzie do knajpki przed którą ustawiono stary traktor, ożywiłem się, zwłaszcza gdy w tle ukazało się zimozielone niestrzyżone zielsko i jakieś barierki ze zmęczonego drewna. Ale te filmy nie mogą się wyrwać z kleju bogatego przesytu. Dlatego zaklejają oczy.
Dobrze, że jest choć ta blondyneczka, może nawet ma taki talent jak Gosztyła, aktor utalentowany głosowo, który mógłby czytać zajmująco i książkę telefoniczną. Ona ma talent ogólny, aktorski, nie tylko głosowy, więc życzę jej dobrej dalszej drogi w świecie filmu.