John Wayne u Howarda Hawksa to gwarancja dobrego westernu, ponownie ich współpraca wypadła owocnie; poza Waynem, świetny Mitchum i młody James Caan w jednej ze swoich pierwszych wielkich kreacji; realizacja wypada, nawet z dzisiejszej perspektywy, bardzo solidnie
Moja ocena: 8/10
Szczególnie z tą perspektywą trudno byłoby się nie zgodzić. Skoro oglądam ten film (po raz pierwszy) po prawie 50 latach od daty produkcji i nadal wywołuje zainteresowanie i solidne emocje to znaczy, że to był kawał dobrej roboty. Dlatego (pomimo naiwności fabuły i prostoty realizacji) nie może dziwić ocena 8/10
Nie będę oryginalny i powiem po prostu, że "El Dorado" to bardzo dobry western z wyraziście nakreślonymi bohaterami, świetną ścieżką dźwiękową i mocnym zakończeniem.
Jedna scena jest dość ciekawa, a mianowicie można ją uznać za ciekawostkę. A więc w około 1h30min filmu, kiedy Thornton i Mississippi robią obchód miasteczka, nagle zza budynków nadjeżdża grupka rewolwerowców i Thornton ukrywa się za pustymi beczkami a Mississippi rzuca się pod kopyta pędzących koni. I właśnie w tej scenie dokładnie widać rękę montażysty, bo jest taki przerywnik i doskonale można zauważyć, że została ona fajnie zmontowana, ale mocno rzucająca się w oczy. Nie żebym się czepiał, ale zwróciłem na to uwagę :)