od samego początku zastanawiałem się nad tym jak ten film się skończy. No i przeżyłem wielki szok!nie wiedziałem czy się smiać?!
ostatecznie wszyscy widzowie zamilkli..
Jak dla mnie to było chyba najbardziej przewidywalne z możliwych zakończeń. Niestety.
Dla mnie przewidywalne było dopiero od momentu gdy Seligman postanowił spróbować owocu "zakazanego". Ze śmiechu nie pękałem, ale w dobry humor wprawiło mnie zakończenie. Włącznie z nową wersją piosenki "Hey Joe"- deser wyśmienity.
Jest już wątek na temat zakończenia, po co go powielać?: http://www.filmweb.pl/film/Nimfomanka+-+Cz%C4%99%C5%9B%C4%87+II-2013-664257/disc ussion/Zachowanie+Seligmana%3A+koniec+filmu,2381694
ja wybuchłem śmiechem, ale chyba byłem jednym z nielicznych na sali, bardzo rozśmieszyła mnie ta końcówka, ale z drugiej strony przecież inaczej nie mógł się skończyć;)
Hey Joe, where you're going with that gun in your hand?
Hey Joe, I said where you're going with that gun in your hand?
I came down to shoot my old lady,
You know I caught her messing around with another man...
Przeróbka Hendrixa na koniec wymiata :)
zauważcie, że gdyby tę scenę postawić na początku, nie szokowałaby ani trochę. gdyby to była inna osoba, zwykła kobieta z poukładaną moralnością i seksualnością, to widza nie zszokowałoby jej zachowanie. Według mnie chciano tu podkreślić jak absurdalna byłaby nagła zmiana tytułowej nimfomanki i jej upór w tejże zmianie.
Też się na koniec przez chwilkę roześmiałam - stary głupiec, pomyślałam. Zakończenie jest jak najbardziej uzasadnione - Joe nazwała Seligmana swym jedynym przyjacielem, a ten jej zaufania nadużył - Joe chciała się zmienić, stać się aseksualna. Powiernik zawiódł ją, kara mu się należała i wg. kodeksu "moralnego" ekstremistki Joe mogła być tylko najsurowsza - nadużycie zaufania to poważne wykroczenie w światku w którym Joe się poruszała
No i jeszcze jedno - Seligman, obok swej aseksualności, był człowiekiem wielkiej kultury i wiedzy, a jednak ostatecznie okazał się wieprzem, do tego potraktował Joe jak przeciętny obywatel - jak tanią zdzirę ("Przecież spałaś z setkami mężczyzn"). Facet to świnia, niezależnie jak mądry ;)
Może nie wieprzem! Po prostu wyszedł z niego człowiek - samiec - ssak. Całe życie przemądre, przeidealizowane, a tu natura kwiczy...
Ten film tez jest chyba o zderzeniu natury ( której opanować się nie da) i kultury. A na koniec odwrócenie - nimfomanka ma zapanować nad swoją naturą - dać miejsce rozumowi, a nasz intelektualista poddaje się naturze. Coś jak Faust? Po co było to mądre życie bez życia?
No właśnie wolność wyboru - zależy jak kto rozumie sensy tych pojęć... Ja nie decyduję. Niekoniecznie samiec - bo nasza bohaterka to samica - a stereotyp ( o którym mowa w filmie) sprowadza samców do tej roli ( dominacji seksu nad myśleniem)
- więc niekoniecznie samiec. No to człowiek po prostu - jeśli patrzymy pod kątem równości czy odwróconego stereotypu. Z sakiem masz rację - zbyt rozszerzyłam dowolność.
Z twojej perspektywy gdy przeszło się już klimakterium może i tak to wygląda.Zajmij się lepiej wnukami babciu a nie pisz farmazonów.
Ktoś kto dobiera się do kobiety ("samicy"?) w taki sposób i w takiej chwili jest co najmniej wieprzem, uważam...
Ok., OK, tak samo jej były i jej dziewczyna w ostatniej scenie...
Traktujesz to dosłownie i mówisz o dosłowności i tu się zgodzę (choć dlaczego obrażać wieprze?). Ja po prostu komentuję zachowanie tego kulturalnego intelektualisty jako znak w filmie, jako podsumowanie całości - czyli jak to istnieje w dziele sztuki
i co nam przekazuje, a nie w życiu, nie to, co byśmy myśleli o takim człowieku w życiu.
Oczywiście, ogólny wniosek jest taki, że "natury nie oszukasz", bo, jak to ująłeś, ona "kwiczy" ;)
Kto się dobiera do kobiety (TAKIEJ KOBIETY) w taki sposób i w Takiej chwili?
Nie rozumiem was. Joe dawała przez całą swą opowieść Seligmanowi znać, że w najbardziej krytycznych momentach uciekała się do seksu i musiała się rozładować. Orgazm był zbawieniem.
Mag roc pisze "Też się na koniec przez chwilkę roześmiałam - stary głupiec, pomyślałam. Zakończenie jest jak najbardziej uzasadnione - Joe nazwała Seligmana swym jedynym przyjacielem, a ten jej zaufania nadużył - Joe chciała się zmienić, stać się aseksualna. "
A to nie jest tak, że Joe chciała stać się aseksualna tylko przez chwilę, z czego potem powiedziała wszem i wobec, że byłoby to wbrew niej i brzydzy się wszystkimi kobietami, które chcą się stać asekusalne, a seksu do życia potrzebują?
Według mnie nie rozumiecie w ogóle przekazu. Człowiek aseksualny nie stanie się nagle ,,samcem" w krytycznym momencie, w wieku powiedzmy powyżej 50 lat, i nie zachce mu się nagle ruchać. Reżyser dobrze o tym wiedział - Człowiek aseksualny jest aseksualny i takim pozostanie do końca życia, co Lars potwierdza, gdy Selligman wchodzi ponownie do pokoju i próbuje postawić konia na nogi, jednak bez dobrych rezultatów. Myślę, że chciał jej pomóc, pomóć odreagować.
Ewentualnie któreś z nich lub oboje kłamało..
Być może masz rację, trzyma się to zasadniczo kupy. Ja jednak, mając punkt widzenia "samca", sądzę, że z Seligmana po prostu "wyszła natura". I na nic jego erudycja, na nic doświadczenie w tłumieniu pożądania. Natura zwyciężyła - to jest IMO przesłanie ostatniej sceny. I jest to o tyle smutne, że zapewne oznacza też, że sama Joe swej natury nie poskromi... Bo też nie sądzę, by "stała się aseksualna", po prostu postanowiła mocniej niż kiedykolwiek zmienić się.
PS Jeśli Seligman "chciał jej pomóc", to co miałyby oznaczać jego ostatnie słowa - "Przecież spałaś z setkami mężczyzn"?
Nawet nie tyle natura, co zwykła ciekawość. Co innego czytać o czymś, a co innego porównać z "realem".
A ja pomyślałem, że może podnieciła go myśl, że Joe zrzeka się pod koniec swojej seksualności i jest teraz taka jak on. Nigdy w życiu nie spotkał na swojej drodze takiej osoby i to go może odmieniło i odczuł potrzebę. :) Zakończenie wywołało u mnie raczej ambiwalentne odczucia.
Co innego jak by się grzecznie zapytał czy może (spróbować pierwszy raz w życiu), a nie dobierał do śpiącej bez pytania :)
jedno mnie zastanawia... dlaczego reżyser nie zgłębił wcześniej pojęcia "aseksualność"? Bo to się kupy nie trzyma według mnie. Jestem strasznie zawiedziona końcówką filmu. Jeśli człowiek jest aseksualny to nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Nie czuje kompletnie pociągu i potrzeby. Chyba, że - jest jeszcze jedna opcja - skłamał, że nigdy nie uprawiał seksu i jest osobą aseksualną. To by było jedyne wytłumaczenie.
Aseksualność to właściwie orientacja seksualna, można by tak powiedzieć, dlatego też nawet mówienie, że Joe chciala stać się aseksualna jest hmm, no błędem... z tym człowiek się rodzi.
A może oboje kłamali? Tytułowa nimfomanka zmyśliła historię swojej nimfomanii (to tłumaczy jej reakcję), on zmyślił swoją aseksualność (co tłumaczy jego reakcję). Może tak naprawdę w filmie nie było pokazane, co Joe robiła, tylko co chciałaby zrobić, opowiadała o swoich fantazjach? A może mówiła jaka chciała by być, np. w zemście za to, że jej partner wybrał ostatecznie "młodszą wersję jej" (co mogło być prawdą, ale w innych, okolicznościach, niż ona przedstawiła?).
Interpretacji jak zwykle wiele, ot cały von Trier :).
Aseksualność to tylko termin akademicki. Rzeczywistość jest niezbadana i potrafi płatać figle.
Tu nie była kara za brak zaufania w świadku w którym Joe się poruszała. Został zabity bo wszystko co zrobił w tym pokoju było oszustwem, to co opowiadał o swoich odczuciach okazało się nie prawdą, w przeciwieństwie do Joe, która mając przeświadczenie że ma do czynienie z osobą uczciwą opowiedziała całą prawdę o sobie.
Seligman w swoich osądach był bardzo łaskawy i wyrozumiały dla Joe. Ja odniosłem wrażenie, że przekonał ją, że nie jest osobą złą. W momencie gdy zakradł się do jej łóżka, udowodnił że nie miał kwalifikacji by ją rozgrzeszać, nie był obiektywny, ulegał żądzy jak każdy inny człowiek, był w tym a nie poza tym, a przeświadczenie że nie jest zła było tylko ułudą, którą wytworzył - być może dla tego że ta historia go podniecała i nie chciał by zbyt szybko się skończyła, być może dla tego, że od samego początku miał ochotę na taki finał...
Ja to widze tak że Joe rozbudziła sexualność starca swoją opowieścia i zareagował prymitywnie bo przecież z kobietami niewiele miał do czynienia w życiu. Pewnie pomyślał że los mu ją zesłał. I Joe i Saligman wykazali się brakiem wzajemnego zrozumienia.
końcówka ,hmmm,wiedziałem że stary będzie sobie chciał poużywać, ale strzału się nie spodziewałem , generalnie zakończenie było dobre moim zdaniem, no i część II zdecydowanie lepsza od jedynki.
kto oglądał antychrysta von tiera zakończeniem się nie zdziwił. Mnie osobiście podobała się bardziej część pierwsza. Ogólnie do obejrzenia ale film nie wstrząsnął mną tak jak się spodziewałam
Końcówka filmu to jedno wielkie podkreślenie samotności bohaterki, a przez to tragizmu jej losu. Przez chwilę myślała, że wreszcie znalazła kogoś kto ją rozumie, ale okazało się że wszechobecne stereotypy i szablony oceny są zbyt mocno wdrukowane w społeczeństwo. Prawdą jest też, że nasze nowoczesne społeczeństwo wcale nie jest takie nowoczesne, a ramy wolności w obrębie których funkcjonują kobiety są znacznie węższe niż te przeznaczone dla mężczyzn.
to również mocna scena, ale ta dziewczyna była bardziej jej kochanką, towarzyszką niż córką, podobna relacja łączyła ją wcześniej z mężem, to była więź emocjonalna ale nie intelektualna i duchowa, oni nie byli w stanie jej zrozumieć i ona to wiedziała. Joe pod koniec wieczoru mówi do Seligmana, że stał się jej pierwszym, prawdziwym przyjacielem, otworzyła się przed nim i została zdradzona.