Niedawno rozwiedziona Kate (Alicia Silverstone) pragnie spędzić perfekcyjne ostatnie święta z rodziną przed sprzedażą domu, ale jej plany rujnuje były mąż Everett (Oliver Hudson), gdy nieoczekiwanie przyprowadza swoją młodszą i błyskotliwą nową partnerkę.
Po 10 min wymiękłam. Politycznie tak poprawny, że w pierwszych 10 min (czyli na samym starcie, więc nawet nie uznaję tego za spojler) zmieścili dwie pogadanki o pompach ciepła (nie związane z niczym), eko propagandę o prezentach zrobionych ze śmieci, geji , pochwałę rozwodu i cudzołóstwa, bo osoby o innych kolorach...
Nie rozumiem tych komentarzy. Że przewidywalny, że nic się nie dzieje... Luudzie... takie są filmy świąteczne. O miłości, radości i wiadomo że są przewidywalne do bólu. Każdy jeden. To nie kategoria horroru :) Dla mnie lekki, przyjemny a i pośmiać się dało :)